Na rynku walutowym trwa ucieczka od złotego. We wtorek rano za dolara i euro trzeba było zapłacić już ponad 4,83 zł, a szwajcarski frank podrożał do 4,91 zł. Amerykańska waluta była tym samym najdroższa w historii, a dwie pozostałe zanotowały najwyższe poziomy od "wojennej paniki" na początku marca br. I to prawdopodobnie jeszcze nie koniec osłabienia polskiej waluty. Miks niekorzystny czynników globalnych i lokalnych każe liczyć się z kontynuacją tej tendencji. Poziom 5 zł za trzy główne waluty nie wydaje się obecnie abstrakcyjny.

Wykres dzienny USD/PLN


Wykres dzienny EUR/PLN

Za przeceną złotego, ale też innych walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących, stoi obserwowane od początku tygodnia silne pogorszenie nastrojów na rynkach globalnych i skorelowany z tym spadek notowań EUR/USD w kierunku parytetu (1,00). Są one następstwem odradzających się obaw o wywołaną kryzysem energetycznym silną recesję w Europie, przy jednocześnie utrzymującym się strachu przed wysoką inflacją w USA (dane inflacyjne zostaną opublikowane w środę i czwartek).

Polskiej walucie szkodzą również czynniki lokalne. Jednym z nich jest słaba zdaniem inwestorów odpowiedź Rady Polityki Pieniężnej (RPP) na bardzo wysoką inflację w Polsce (15,6 proc. w czerwcu pomimo obowiązywania tarczy antyinflacyjnych). Szczególnie w sytuacji, gdy amerykański Fed mocno stopy podnosi, tworząc wyższy punkt odniesienia dla polityki monetarnej w Polsce, a polityka fiskalna rządu dodatkowo podsyca wzrost cen w kraju. To wszystko prowadzi do wniosków, potwierdzonych zresztą w opublikowanym dziś przez Narodowy Bank Polski najnowszym "Raporcie o inflacji", że wydłużeniu ulegnie okres rosnących cen w Polsce i powrót inflacji do celu. Innym ciążącym złotemu czynnikiem jest pogarszające się z miesiąca na miesiąc saldo rachunku bieżącego Polski, czy ryzyko wystąpienia technicznej recesji w II połowie roku.