To będą bardzo drogie wakacje. I to nie tylko te krajowe, podbijane przez szalejącą w Polsce inflację, ale również zagraniczne. Wszystko za sprawą słabnącego złotego. Ostatni miesiąc to historia niemal nieprzerwanej wyprzedaży polskiej waluty.

W dniu 11 lipca dolar dobił do 4,79 zł, drożejąc w miesiąc o 54 gr i praktycznie zrównując się z kursem euro. Jeszcze nigdy w historii nie płaciliśmy tak dużo za amerykańską walutę. Drożeje zresztą nie tylko ona. Euro w miesiąc podrożało o ponad 20 gr do 4,80 zł, co było najwyższym kursem EUR/PLN od początku marca br., gdy kumulował wojenny strach związany z agresją Rosji na Ukrainę, a za euro trzeba było zapłacić nawet 5 zł.

Urlop w Szwajcarii też jest znacząco droższy niż jeszcze na początku czerwca. Szwajcarski frank w jeden miesiąc podrożał o 50 gr i wspomnianego 11 lipca trzeba było za niego zapłacić 4,87 zł.

Nie inaczej jest z brytyjskim funtem. Jego notowania podskoczyły o 35 gr do prawie 5,70 zł. To również najwięcej od wojennej wyprzedaży złotego w marcu br., gdy kurs GBP/PLN podskoczył na chwilę do ponad 6,07 zł. I pomyśleć, że jeszcze 2 lata wcześniej za funta trzeba było zapłacić zaledwie 4,80 zł.

Skąd to mocne osłabienie złotego? Przyczyn jest kilka. Dwie jednak można traktować jako najważniejsze. Pierwszą jest umacniający się na świecie dolar, co ma negatywne przełożenie nie tylko na notowania złotego, ale na większość walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących.

Druga przyczyna ma charakter lokalny. Jest nią polityka Rady Polityki Pieniężnej (RPP). A w zasadzie brak mocnej odpowiedzi Rady na szalejącą w Polsce inflację w sytuacji, gdy inne banki centralne z amerykańską Rezerwą Federalną na czele, z inflacją walczą dużo bardziej zdecydowanie. Zestawiając to z proinflacyjnymi działaniami rządu, rynki odczytują polską politykę monetarno-fiskalną jako zgodę na dłuższy okres wysokiej inflacji i zgodę na dalsze osłabienie złotego. Szczególnie, że tego ostatniego od wielu miesięcy w dół ciągnie jeszcze rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących.

Obserwowana od pierwszej dekady czerwca fala wyprzedaży złotego ma gdzieś swój kres i wkrótce prawdopodobnie wyhamuje, a później może przyjść nawet odreagowanie. Niemniej jednak perspektywy dla złotego nie wyglądają teraz najlepiej. Dlatego nie ma co liczyć, że wzorem wojennej paniki z marca, jego osłabienie okaże się chwilowe.

Złoty traci nie tylko do głównych walut, ale też wielu innych. W tym do czeskiej korony. Ta w miesiąc podrożała o prawie 4 proc. i obecnie jest najdroższa względem złotego w historii. I niewiele wskazuje na to, żeby ten trend szybko się odwrócił. Stąd też nawet krótki city tour do Pragi będzie w te wakacje wyraźnie droższy niż przed rokiem.

Pragę jednak można zamienić na Budapeszt. Węgierski forint jest jeszcze słabszy niż złoty, więc pomijając inflację i fakt, że na Węgrzech Polacy zatankują paliwo drożej niż lokalsi, taki wyjazd będzie o ponad 8 proc. tańszy niż w wakacje 2021. O tym bowiem przez rok węgierska waluta potaniała do złotego.


---

Felieton ten został opublikowany w magazynie Wiadomości Turystyczne

---