W grudniu, czyli w samym środku sezonu świątecznych zakupów w USA, sprzedaż detaliczna niespodziewanie stanęła w miejscu - nie zmieniła się względem listopada. Dane rozczarowały, bo rynek spodziewał się wzrostu sprzedaży detalicznej o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca, po tym jak w listopadzie wzrosła ona o 0,6 proc. W relacji rocznej sprzedaż detaliczna wyhamowała natomiast do 2,4 proc. z 3,3 proc.

W grudniu okrągłe zero (0,0 proc. m/m) wyniosła też sprzedaż detaliczna, która nie uwzględnia sprzedaży samochodów i paliw. To też było rozczarowanie, bo w tym przypadku również oczekiwany był wzrost.

Dane o sprzedaży potwierdzają, że ostatni odczyty indeksu nastroju Conference Board, który pokazał gorsze nastroje amerykańskich konsumentów niż w czasie pandemii i najgorsze od 14 lat, to nie był przypadek.

Dane o sprzedaży, pomimo że rozczarowujące, nie wywołały dużej reakcji rynków. Krotko po ich publikacji dolar wprawdzie lekki się osłabił, podobnie jak i kontowania kontraktów terminowych na amerykańskie indeksy, ale reakcja była tych chwilowa. I to akurat nie jest większe zaskoczenie. Rynki czekają bowiem na znacznie ważniejsze raporty z USA. Mianowicie, na jutrzejszą publikację styczniowych danych z rynku pracy oraz na piątkowe dane o inflacji CPI. To one są kluczem do tego, w jakich nastrojach inwestorzy będą kończyć tydzień. 

Wykres EUR/USD (H1)