Kurs USD/JPY, który w końcówce lipca zanotował dynamicznych spadek w następstwie historycznej, bo amerykańsko-japońskiej interwencji walutowej, obecnie wrócił w okolicę 160 jenów. Tu rodzi się pytanie co dalej?

Historia poprzednich tegorocznych interwencji walutowych w celu umocnienia japońskiego jena uczy, że zwykle jest to dynamicznych epizod, który jednak nie zmienia głównego trendu na USD/JPY. I dotychczas można było zakładać, że teraz też tak będzie. Tyle tylko, że uwarunkowania się zmieniły.

Sekretarz skarbu USA wywiera bowiem coraz silniejszą presję na Japonię, żeby ta podjęła kolejna  działania w celu umocnienia jena. Jest to zarówno presja medialna, jak i osobista podczas spotkania z przedstawicielami Japonii na trwającym właśnie spotkaniu ministrów finansów i szefów banków centralnych państw G20 w USA.

I to tak amerykańska presja sugeruje, że lipcowa wspólna interwencja Japonii i USA, prawdopodobnie nie była jednorazowym zdarzeniem. Rośnie ryzyko kolejnych działań, co może w przyszłości sprowadzić notowania USD/JPY i ostatecznie zakończyć trwający od kwietnia 2025 obecny trend wzrostowy.

W taki spadkowy scenariusz dla USD/JPY wpisuje się również spodziewana wkrótce kolejna podwyżka stóp procentowych przez Bank Japonii, a także uderzające w dolara sierpniowe podwojenie skupu obligacji przez Departament Skarbu. Niekoniecznie mu natomiast musi przeszkodzić ryzyko ewentualnej wrześniowej podwyżki stóp procentowych przez Fed. Bo nawet jeżeli do niej dojdzie, to prawdopodobnie taka decyzja na dłuższy czas zamknie drogę do dalszych podwyżek, a na rynkach ukształtuje się konsensus odnośnie ich obniżek w przyszłości, gdy tylko trwale unormuje się sytuacja na Bliskim Wschodzie i w następstwie tego spadną ceny ropy.