Opublikowane wczoraj dane o czerwcowej inflacji w USA, która ku zaskoczeniu ekonomistów i chyba samej Rezerwy Federalnej (Fed), wzrosła mocniej od prognoz, a inflacja bazowa nie spadła tak mocno jak oczekiwano, ożywiły dyskusję nie tylko o polityce monetarnej, ale również o tym, jak mocno Fed podniesie stopy na najbliższym posiedzeniu.

Przed publikacją danych o inflacji rynkowy konsensus zakładał podwyżkę o 75 punktów bazowych (pb) na posiedzeniu w dniu 27 lipca. W efekcie takiej decyzja przedział wahań stopy funduszy federalnych wzrósłby do 2,25-2,50 proc.

W czerwcu inflacja CPI w USA wzrosła z 8,6 proc. do 9,1 proc. rok do roku, przekraczając rynkowe oczekiwania na poziomie 8,8 proc. W tym samym czasie inflacja bazowa obniżyła się do 5,9 proc. z poziomu 6 proc. w maju, ale rynek zakładał jej spadek do 5,7 proc.

Nowe dane zwiększyły oczekiwania na większe podwyżki. Rynek terminowy wycenia, że na najbliższych dwóch posiedzeniach Fed podniesie koszt pieniądza łącznie o 150 pb. Rosną również oczekiwania na to, że w lipcu Fed może zdecydować się na podwyżkę aż o 100 pb zamiast wycenionego obecnie ruchu o 75 pb.

Z punktu widzenia rynków finansowych ważnym wyznacznikiem co do oczekiwań lipcowego zaostrzenia polityki monetarnej w USA będą publikowane dziś i jutro kolejne dane makroekonomiczne z USA. Dziś inwestorzy poznają raport o inflacji producenckiej, a jutro dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej.